Jako typowy przedstawiciel samczego rodu, dla widoku nagiej Penelope Cruz jestem w stanie znieść naprawdę sporo. Mogę na przykład skoczyć z samolotu bez spadochronu w głąb Wielkiego Kanionu, na dnie którego czekałyby na mnie wygłodniałe piranie-zabójczynie. Mogę również nauczyć się wypowiadać wspak węgierskie słowa, w tym te najbardziej wulgarne, przebiec w dziesięć minut przez cały Wielki Mur Chiński czy przepłynąć wpław Ocean Atlantycki. Mogę również, co ze wszystkich wymienionych wyżej rzeczy jest najmniej bolesne, obejrzeć bardzo średni film "Elegia", w którym Penelope gra jedną z głównych ról, tylko po to, by przez pięć sekund móc z wilczą ochotą i młodzieńczym podnieceniem wlepiać gały w jeden z najpiękniejszych biustów tego świata.
Sam film to ekranizacja znanej i wzbudzającej wśród czytelników ogrom kontrowersji powieści Philipa Rotha, zatytułowanej "Konające zwierzę". Jest to historia bardzo namiętnego uczucia pewnego starszego profesora, krytyka literackiego (w tej roli Ben Kingsley), oraz jego uroczej studentki (Penelope Cruz). Uczucie, na pozór odległe profesorowi, z czysto seksualnego poziomu, przeradza się w wielką miłość, której główny bohater boi się niczym ognia. Związek z dużo młodszą kobietą staje się dla Kepesha swego rodzaju próbą bliskości i oddania, której nie chce sprostać. Z jednej strony pojawienie się Konsueli traktuje jako największy dar, z drugiej jednak młodzieńczo boi się w to mocniej zaangażować, jakby obawiając się nie tyle miłości, co reakcji otoczenia. A może nawet samego siebie...
Dla Kepesha młoda Konsuela jest ideałem fizycznego piękna. Utożsamia ją z jedną modelek z obrazu Goyi, jednak przy tym uświadamia sobie własne przemijanie. Główny bohater chcąc zachować resztki zdrowego rozsądku (jednak kto normalny doszukuje się rozsądku w miłości?), próbuje oszukać samego siebie, będąc twardo stąpającym po ziemi starszym panem (odrzuca zaproszenie Konsueli na wizytę w jej domu), a przy tym zachowując się jak gówniarz, będąc zazdrosnym o byle co, niemal maniakalnie kontrolując każdy jej krok i wypytując o mężczyzn z przeszłości.
Pełne wyzwolenie uczucia Kepesha potęguje śmierć jednej z ważniejszych dla niego osób. Dopiero ona niejako otwiera głównemu bohaterowi oczy na świat, pokazując mu paradoksalnie, czego on sam oczekuje od życia. Splot bardzo nieszczęśliwych wydarzeń sprawia, że Kepesh odnajduje siebie samego w obliczu wielkiego uczucia do dużo młodszej kobiety.
Film sam w sobie nie wnosi nic nowego do światowej kinematografii, otwarcie czerpiąc z książki, dorobku innych reżyserów, a przede wszystkim z życia. To ono ukierunkowało losy Konsueli i Kepesha, którzy są dla siebie najważniejsi. Profesor boi się swojej zazdrości, która powoduje u niego syndrom małego dzieciaka z piaskownicy, bacznie obserwującego swoje zabawki tak, by nikt mu żadnej nie ukradł. Konsuela natomiast ową zabawką być nie chce. Ich miłość dorastać musiała przez lata, by obydwoje zrozumieli jednak, czego oczekuje druga osoba. Dla nich samych dobrze, że w ogóle doszli do takich wniosków. Dla widza gorzej, bo przez ponad półtorej godziny z niecierpliwością oczekuje końca, który da się przewidzieć już w połowie filmu.
raq jr